To już prawie rok, gdy po raz pierwszy i na razie jedyny podzieliłem się z Państwem osiągnięciami Grupy Biegowej PAN Olsztyn. W artykule „Wspólnie łatwiej” opisałem nasze przygotowania i start w 7 Półmaratonie Warszawskim. Po warszawskim sukcesie (wszystkim nam udało się dobiec do mety :-)), postanowiliśmy to powtórzyć za rok w 2013. Kilka dni później, ktoś z nas rzucił hasło o imprezie biegowej na Bornholmie. Do przebiegnięcia było 100 km, organizator pomyślał również o sztafecie. Pomysł zorganizowania czwórki zawodników do sztafety w sierpniu, na wyspie, na Bałtyku, wydawał się dość irracjonalny. Ale tak myśleliśmy w marcu (2012), pięć miesięcy później siedzieliśmy już całą czwórką w samochodach zwarci i gotowi na przygodę.
Przed nami do pokonania ok. 400 km samochodem, przeprawa promem przez Bałtyk i ok. 40 km rowerem do linii startu w malowniczym Allinge. Bez problemu dotarliśmy o 5.00 rano do Kołobrzegu. Po zaokrętowaniu rowerów na prom czekał nas kolejny etap podróży. I tu muszę przyznać, że dzięki Jankowi, który poczęstował mnie swoim niezawodnym zapasem locomotiv, udało mi się dotrwać do końca tego etapu podróży bez większych kłopotów. Inni mieli mniej szczęścia. Czterogodzinna huśtawka na wzburzonym Bałtyku powaliła na kolana niejednego twardziela (dobrze jest znać Janka :-)).
Jesteśmy na Bornholmie. Legenda mówi, że gdy Thor stworzył świat w kieszeni pozostały mu resztki świata. Wyrzucił je więc do Bałtyku. Między kawałkami świata, niewiadomo skąd znalazła się niewielka perła. To właśnie Bornholm okazał się być tą perłą. To bardzo urokliwe i przyjazne miejsce, zwłaszcza dla turystów, którzy lubią aktywnie spędzać czas. Większość z nich przyjeżdża tu skorzystać z rozbudowanej sieci doskonale przygotowanych ścieżek rowerowych oraz piaszczystych południowych czy skalistych północnych plaż, a wszystko oddalone tylko o 100km od Polski. My poszliśmy dalej, przybyliśmy tu, aby całą wyspę obiec na własnych nogach i to jeszcze w dobrym czasie. Mapa biegu.
Pozostawienie samochodów w Kołobrzegu i dotarcie na start rowerami okazało się doskonałym pomysłem. Świetnie przygotowana trasa dla rowerzystów, którzy na Bornholmie zawsze mają pierwszeństwo, poprowadziła nas na drugi koniec wyspy odkrywając przed nami malownicze krajobrazy tego miejsca.
Po dotarciu na miejsce noclegu, kąpiel w chłodnym Bałtyku, niezbędna dawka makaronu przed startem, krótka narada i strategia na kolejny dzień – jest prosta – do końca na maksa. Byliśmy gotowi stawić czoła wyzwaniu.
6.00 rano pobudka, bułka banan (tak robili najlepsi :-)), nawodnienie organizmu i na start o 7.00 zanim jeszcze słońce jest nisko. Na starcie niewielka grupka prawdziwych śmiałków, którzy zamierzali pokonać całość trasy – 100 km oraz kilka sztafet w tym i My.
Wystrzał, ruszyliśmy. Jako pierwszy z czteroosobowej sztafety ruszyłem przed siebie. Większość odcinka wiodła pod górę. 25 kilometrową wspinaczkę pokonywałem z mozołem, ale wysiłek kompensowały malownicze widoki wdzierającego się morza w skaliste wybrzeże wyspy. Po 2 godzinach (1:59:58) i 25km zmienił mnie Krzysiek Wilczek. Z zapasem izotoników wsiadłem na rower by towarzyszyć kolegom w dalszej części wyścigu. Krzysiek, który jako rezerwowy dostał się do drużyny, okazał się czarnym koniem naszego zespołu. Po Krzyśku pałeczkę przejął Marek Bogacki, któremu trafił się w miarę płaski, rolniczy region wyspy, pozbawiony lasów – nudny. To był chyba najcieplejszy sierpniowy weekend roku na Bornholmie. Słońce było już w zenicie i grzało coraz mocniej, warunki na trasie stawały się z kilometra na kilometr coraz trudniejsze. Bieganie w pełnym słońcu, nigdy nie należało do łatwych, a całość potęgowana była przez płaską jak patelnia niekończącą się krainę. Aby pokonać 25 km w skrajnych warunkach, trzeba było wykazać się psychiką nie do zdarcia, którą szlifujemy tygodniami podczas samotnych treningów. I taką, silną wolą, wykazał się Marek pokonując swoją część wyścigu.
Ostatnia zamiana, Janek Kłos a przed nim końcowe 25 km. Trasa pofałdowana, ale ciekawa, niestety w pełnym słońcu. Wiła się wschodnim wybrzeżem wyspy, pośród jakże urokliwych małych miejscowości. Na każdym kroku odczuwało się, iż mieszkańcy cenią porządek oraz szanują przeszłość. Nie dało się nie zauważyć ścisłego związku z morzem. W każdej nawet najmniejszej miejscowości znajduje się port, wędzarnia śledzi czy dobrze zachowane wiatraki.
Na mecie z niecierpliwością oczekujemy już Janka, mijają 2 godziny jego zmiany. Postanawiam wyjechać mu naprzeciw. Po 2 km dostrzegam Go, podjeżdżam bliżej. Janek zlany potem, przy 25 stopniowym upale skupiony na twarzy – pełna determinacja. Ku mojemu zdziwieniu, Janek połyka, jak świeżo uwędzone tutejsze śledzie, kolejnych zawodników, czuje, że meta jest blisko. Przesuwamy się do przodu w klasyfikacji. Wracam rowerem na metę, która jest tuż tuż. Wybiegamy Jankowi naprzeciw. Ostatnie 200 m biegniemy już wszyscy razem.
Wśród kibiców niewielkie poruszenie, gdy komentator wywołuje przez głośniki „a teraz wbiega sztafeta z Polski”. Całą czwórka z flagą Polski prowadzeni przez Janka wbiegamy na metę. Przy dość zachowawczo zachowujących się Duńczykach robimy malutkie show radości z ukończenia trasy. Radość niesamowita, udało nam się to wszystko zorganizować i dobiec w komplecie. Ku naszemu zdziwieniu komentator wyczytuje nasze nazwiska – wygraliśmy sztafetę męską.
Pierwsze pudło w naszym życiu i to jeszcze na obcej ziemi. Jesteśmy szczęśliwi.
![]() |
|
Jutro wracamy przed nami 4 godzinny rejs promem (dobrze jest znać Janka i jego żelazny zapas :-)).
Drużyna PAN Olsztyn: 100 km czas: 9:33:01
- Gabriel Bodek 25km – 1:59:58
- Krzysztof Wilczek 25km – 2:39:15
- Marek Bogacki 25km – 2:38:48
- Janek Kłos 25 km – 2:15:00
Zapraszamy do galerii.
Grupa Biegowa PAN Olsztyn
kontakt: tel. 89 539 31 31
g.bodek@pan.olsztyn.pl



